W ciągu ostatnich dwóch tygodni w życiu Konstancji całkiem sporo się wydarzyło. Przestałam ją karmić, co obie przypłaciłyśmy chorowaniem, choć przyczyną pewno były raczej jakieś żłobkowe wiruski od Maurycego, a nie to, że Konstancja po prostu nie obudziła się w nocy na posiłek. Poza tym można już powiedzieć, że Konstancja samodzielnie chodzi. Z dnia na dzień odwróciły się proporcje między czasem spędzanym na nogach a czasem spędzonym na czworakach i teraz nawet jak się gdzieś bardzo śpieszy, to stara się iść cały czas asekurując się ewentualnie napotkanymi przedmiotami i ścianami.
/Gosia/