Metafizyka | Bar Mleczny Mirów

Motto: Piotr K. posiada ręce które leczą. Sam widziałem jak na stole leżała nieżywa mucha, on ją dotknął i mucha pofrunęła.

Od momentu przekroczenia progu zastanawiamy się, czy instytucja ta ma dofinansowanie z Ministerstwa Kultury jako skansen, muzemum czy też może miejsce prób lokalnej grupy folklorystycznej. Na drzwiach nieodzowny napis farbą olejną, że właścicielem jest WSS, że otwarte od 7 w dzień powszedni a w soboty i święta od 9. Pod tym napsiane na brązowej karteczce, od cielęciny chyba, że jednak od 10:30. Mamy farta, bo jest sobota i godzina akurat - chwila po 10. Po prawej od wejścia pakamerka za kratami - (jakby szatnia?) - jednak zamiast wieszaków zamknięta na kłudkę zamrażarka.

Ok. Wchodzimy na główną salę. 3 białorusinów, w tym jedna kobieta, pertraktują z panią kuchni. Na podłodze ogromna siatka z butami. Nikt nie wie, o co chodzi, pani z kuchni zdaje się też nie. Wkrótce opuszczają lokal, zostajemy sam na sam z 3 paniami kucharkami.

Jadłospis jak jadłospis. Pożółkłe kartki z nazwami potraw pamiętają pewno poprzednią epokę, kartki z cenami wyraźnie świeższe. Oglądamy i myślimy, co by tu wybrać. Bo wybór nie jest prosty: jeść czy nie jeść. Już się zdecydowaliśmy, ale pani z kuchni krzyczy żeby nie patrzeć tam tylko ona powie co jest. No i powiedziała. Sobol zamówił kaszę gryczaną z jajecznicą i surówką a ja, jako że byłem po śniadaniu - 2 kompoty. Szybko podane, nie powiem. Pani przyjęła zapłatę do kieszeni, bo kasjerki nie było.

Gdy sobol jadł, chciałem się trochę rozejrzeć. Byliśmy sami, żadnych gości. Nagle nie bez zdziwienia zauważyłem, że jesteśmy zamknięci śrubą, na szczęście od środka. Co by to było - zbrodnia niesłychana w barze Mirów - nic nie widać, żadnych świadków, bo i szyby na ulice zaparowane.

Wtem dobiegł nas głos jednej z pań, żebyśmy kończyli bo zamykają. Ale my jeszcze jemy! Trudno - powiedziała pani. Rzeczywiście trudno, na władze nie poradze, szybko skończyliśmy i już nas niema. Grzecznie zdaliśmy zastawę na wyznaczony stoliko-taboret z płytą pilśniową pokrytą czerwoną farbą olejną, powiedzieliśmy dowidzenia i uważając by przypadkiem nieopatrzne nie trzasnąć drzwiami, oddaliliśmy się w kierunku Hali Mirowskiej. Pani kucharka sprawdziła czy rzeczywiście poszliśmy i zamknęła bar na śrubę, od środka.

Godziny otwarcia: (uwaga! zmiana!)

Dni powszednie: 9 - 19
Sobota, Niedziela: 10 - 16

Varia

/c/ filips