Autorzy:
- filips - filips@irc.pl
- zerro - zero małpa lipa pl
Wojtek M. bardzo lubil historyjki obrazkowe, zwłaszcza z gum do żucia. Jego ulubionym bohaterem był elmo-kluska:

W szkole był średnim uczniem, zwłaszcza z fizyki. Pan magister Iwan (tak miał na nazwisko) uwziął się na niego za to, że kiedyś na kartkówce napisał F=m*a^2, co jak wiadomo jest herezją, bo niezgadają się jednostki.
A babcia mu mówiła: "wnuczku, do ciężkiej cholery, ucz ty się a nie ściągaczki pisz, bo na głąba wyjdziesz, jak ten sołtys Maciejka, co ludzie mówią, że nawet czytać nie umie!"
Babcia Kowalikowa z domu Kminek, aktualnie miała 65 lat. Za niemca robiła w ruchu oporu, szyjąc i cerując partyzantom kalesony. W wolnych chwilach także pracowała w obejściu, doiła krowy itp.
Męża swojego, Jana Kowalika poznała za komuny, jak Janek z ferajną wyszli z PGRu przed fajrantem przez dziurę w płocie na piwo do GSu. A babcia właśnie w tym GSie robiła. I mu mówi "Piwa nie ma. Są lody bambino". A on: "A co mi k. po lodach bambino!?". I tak się zaczęła wielka ich miłość.
Potem Babcia Kowalikowa zaczęła robić z dziadkiem Kowalikiem interesy, polegające na tym, że dziadek Kowalik pozorował włamania na tyły sklepu GS, kradnąc puste butelki które następnie w tymże GS-ie zdawał, za co babcia Kowalikowa jako ekspedientka dawała mu talony na papier toaletowy, które to talony dziadek Kowalik następnie wymieniał u brygadzisty Jelonka na kradziony z maszyn sznurek do snopowiązałek który co miesiąc dziadek Kowalik wiózł do Warszawy do prywaciarza który dawał mu za to lewe faktury zdania zużytych opon, które to opony tak naprawdę nigdy nie istniały, ponieważ pewien znajomy operator wtryskarki z PolGum-u surowiec wymieniał na wódkę, którą pili wszyscy razem - Babcia Kowalikowa (wtedy jeszcze Mieczyk, bo jeszcze nie zmieniła nazwiska na mężowskie), dziadek Kowalik, kierownik GS, komendant milicji (który udawał, że nie znajduje odcisków palców na wyłamanej kłódce), brygadzista z PGR-u, prywaciarz z Warszawy i nieznany jeszcze wówczas operator wtryskark!
i z PolGum-u, Lech W.
Lech W - operator wtryskarki w PolGum-ie robił na tej maszynie już ładnych paręnaście lat. Kiedyś tuż po zawodówce gumiarskiej i wojsku, dostał nakaz pracy na Hydrobudowie Zachód, ale wyrzucili go za wynoszenie spirytusu technicznego z zakładu (złapali go podczas kontroli na bramie, bo pewno ta świnia Wiesiek Jarzębek z IV oddziału go zakablował, jak mu Lech na wódke nie chciał dać jednego razu). Że Lech miał żone sprzątaczkę w Komitecie Dzielnicowym, udało się załatwić przeniesienie do PolGumu, że niby to sam się zwolnił z Hydrobudowy i żadnego wpisu w papierach o alkoholu nie było.
Jego ulubionym aktorem był Vladimir Mesnik (ten ze szpitala na peryferiach co grał tam Vandasa)
Wtryskarka Lecha W. była pomalowana w żółto-czarne paski, jak nakazują odpowiednie przepisy BHP.
Alkohol wynaleźli alchemicy. A dokładniej alchemiczka. To znaczy alkohol jako taki Noe już znał, ale dopiero alchemicy nauczyli się destylować. A dokładniej to jakaś alchemiczyni podobno była. A piszę o tym, ponieważ Wojtek często zastanawiał się, czy ta alchemistka nosiła stanik. "Nie, przecież nie mogła nosić stanika w III w p.n.e.... " - tak rozmyślał Wojtek na lekcji fizyki, snując lubieżne myśli o wróżce bez stanika, a potem nic nie umiał i na klasówkach musiał ściągać.
"Nie no, Karul, ty mi tu nie gadaj glupot, musi kapac, kap, kap, kap, jak ci sie bedzie lalo, to ci zacier pojdzie gora!"
"Szpital na peryferiach" = "Nemocnice na kraji mesta"
serial obyczajowy 53min Czechosłowacja 1977wtorek 16.07.2002 18:55 TVP 2 Telewizja Polska - Program 2
Doktor Strossmajerow nie zostaje wybrany ordynatorem oddziału ortopedii. Stanowisko to otrzymuje doktor Błażej, któremu tę wiadomość przynosi Ina. Po długim leczeniu i wielu operacjach Przemysław Rezek opuszcza wreszcie szpital i jedzie do sanatorium. Pacjent czule żegna się z doktor Elżbietą Czenkovą...reż.Jaroslav Dudek
wyk.Ladislav Chudik, Ladislav Frej, Daniela Kolarova, Milos Kopecky
No właśnie.
A co by było, gdtby dr.Błażej nie otrzymał tego stanowiska? Może załamałby się, spakował czemadany i wyjechał na Podlasie, wstąpił do leśnej bandy i skończył jako wędrowny informatyk? A może poznałby babcię Kowalikową, której pomógłby skończyć technikum?... coby... gdyby... gdyby.. coby..jakby.. gdyby.. coby..
K - litera alfabetu łac. i pol., pochodząca poprzez greckie kappa od fenickiej (pn. semickiej) litery kaph; oznacza zwartą bezdźwięczną spółgłoskę tylnojęzykową, twardą.
K(metrol.) - symbol przedrostka kilo (103)
(za encyklopedią powszechną PWN)
Do dziś się nieraz babcia Kowalikowa zastanawia i w głowę zachodzi które z tych znaczeń miał dziadek na myśli.
Kontynuując wywód, babcia Kowalikowa pominęła jeszcze jedną ważną i ważką kwestie, mianowicie znaczenie litery K jako symbola pierwiastka chemicznego.
Jak wiadomo, a w razie potrzeby kol. Ziutek potwierdzi (jest on mgr Chemii), K jest symbolem Potasu. Lecz nie o potasie tutaj bym chcial pisac, lecz o jego soli, mianowicie Cyjanku potasu. Jak wiadomo np Himmler otruł się cyjankiem siedząc już w pierdlu. Albo jak pisze w swych wsponieniach Tadeusz Gumiński Pamiętam, że kiedy w 1941 r. obejmowałem funkcję oficera organizacyjnego, pierwszym poleceniem, jakie otrzymałem od swego przełożonego, komendanta obwodu biłgorajskiego kpt. Stanisława Małeckiego ps. Sulima było przywiezienie z Lublina od jego krewnej farmaceutki flakonu z cyjankiem potasu.